sobota, 21 lutego 2015

II

-Wróciłam!-krzyknęłam załamana. W domu panuje półmrok, żadnych zapachów, więc gdzie jest Logan z moją przeprosinową pizzą.-Logan, gdzie jesteś?-pytałam zaglądając po pustych pokojach. Zrezygnowana zaczęłam podążać w stronę swojego pokoju. Leniwym krokiem rzuciłam torbę w kąt pokoju i zaczęłam zdejmować koszulkę.
-Rozumiem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale nie musisz się przy mnie rozbierać. Przecież to ja miałem ciebie przepraszać, a nie ty mnie.
-Dupek, ale to nic nowego.-złapałam jedną z pobliskich rzeczy i próbowałam trafić w Logana rozwalonego na moim łóżku, ale niestety z marnym skutkiem-Gdzie jest moja przeprosinowa pizza?  Zdawało mi się, że tego chciałam.
Chłopak z uśmiechem pokazał na swój brzuch.
-Nie mów, że zjadłeś całą pizze. Dlaczego nic nie mówisz? Przez ten uśmiech wyglądasz jak totalny idiota. Będziesz gruby.-powiedziałam, po czym rzuciłam w niego poduszką. Niestety złapał ją w locie. Tym czynem uchronił moją szybę przed bliskim kontaktem z moim jaśkiem.
-Trochę mi to zajmie.-Prężył muskuły jak jakiś niedorozwinięty człowiek.-Te mięśnie zajęły mi trzy lata.
-A w trzy dni możesz się ich pozbyć.
-Ty w trzy dni możesz wyrobić sobie super mięśnie.
-Sądziłam, że sypiasz tylko z chłopakami.
-Hej!-uniósł ręce w geście obronnym.-Nie obwiniaj mnie. Tatuś wie czego chce i tatuś mówi, że ma ochotę na pewną dziewczynę.
-Nie fantazjuj gejozo. Skup się na prawej ręce. To twoja prawdziwa dziewczyna i sądzę, że już tak zostanie.-zaczęłam cmokać do niego.
~*~*~
-Już nigdy nie poproszę o tuzin pizzy.-klepałam się już dobrą godzinę po brzuchu mając nadzieję, że nudności z powodu przejedzenia pójdą i nigdy nie wrócą.
-Zgadzam się z tym. Czy ty to widzisz? Mój brzuch zamienił się w pizzową ciąże.
-Aw, będziesz mieć małe pizzunie.-mówiłam, wygłupiając się przed jego brzuchem jak simsy w simsach.-chłopiec czy dziewczynka?
-To i to. Będą się ruchać.
-Co?-musiałam aż wstać z niego, bo chyba się przesłyszałam.
-Oglądałem gdzieś, że rodzeństwo ze sobą współżyło i postanowiłem, że moje dzieci również mogą robić takie rzeczy.
-Takie rzeczy nie są normalne. Rodzeństwo nie może pozwolić sobie na takie coś!
-Ty chodzisz ze mną, chociaż się nie kochamy.
-Co?-zaczęłam się jąkać. Dlaczego on uważa, że się nie kochamy? Przecież przyjaciel kocha przyjaciela, czy nie?-Dlaczego tak sądzisz?
-Wiesz o tym, że wolę chłopaków?
Logan's POV
-Wiem o tym, ale wiesz..-mówiła jak gdyby nic, ale w jej oczach widać było wyraźny smutek, rozczarowanie? Nie wiem o co chodzi, ale niezbyt mi się to podoba.
-Nie mów, że się we mnie zakochałaś.-objąłem ją mocniej w pasie.-Hej, Niki, co z tobą?
-Nic, masz rację.-lekko sapnęła i położyła się na mojej klatce piersiowej, gdzie kreśliła różne nieznane mi wzory. Nagle dziewczyna uwolniła się z mojego uścisku i szybkim krokiem wyszła z pokoju. Ewidentnie widać, że coś jest nie tak. Postanowiłem ruszyć ociężałe ciało i pójść za dziewczyną, gdy wszedłem do swojego pokoju ujrzałem dziewczynę. Leżała na łóżku skulona, a jej sylwetka lekko drżała.
-Niki, co się dzieje?-odpowiedziała mi cisza. Podszedłem do dziewczyny i dopiero zrozumiałem, że płacze.-Niki, odpowiedz. Martwię się.-gdy dziewczyna nadal milczała, podniosłem jej drobną sylwetkę i umieściłem na moich kolanach.-Niks. Nie ignoruj mnie,proszę.-wolnymi ruchami objęła mój kark dłońmi i wtuliła się w mój tors.
-I can't say they stole the stars and put them in your eyes girl-zacząłem śpiewać pierwszą piosenkę, która przyszła mi na myśl.
-Co ty robisz?-spytała delikatnie i zaczęła ciągnąć moją koszulkę, aby zakryć nią uszy.
-Śpiewam. Nie słyszysz?
-Strasznie fałszujesz.
-Strasznie płaczesz.
-Jestem kobietą. Mam prawo płakać.
-Jestem mężczyzną. Mam prawo fałszować.
-Chyba tylko w gaciach.-Ona to powiedziała. Chyba się popłacze ze śmiechu.-Boże! Dopiero zdałam sobie sprawę jak to zabrzmiało.
-Nie musisz się tłumaczyć. Mi osobiście..-nie dane mi było dokończyć, ponieważ dziewczyna szybko wyrwała się z moich objęć i ruszyła w nieznanym mi kierunku. Przy drzwiach się zatrzymała i spojrzała na mnie mówiąc.-Dobranoc Logs. Cieszę się, że jesteś moim przyjacielem. -Po tych słowach wyszła, a ja całą noc myślałem nad jej słowami.
~*~*~
-Logs czerwona czy granatowa?-jak każdy wie Niki idzie na randkę z moim crushem. Moim. Nie jej. MOIM. Dobra nieważne i tak będzie mój. Od rana dziewczyna latała i załatwiała różne sprawy. Poprawiała makijaż, pilnowała, żeby nie jeść nic nieodpowiedniego i aby mieć świeży oddech. Co dziesięć minut przeglądała szafę i zmieniała zdanie, ponieważ sądziła, że to pierwsza randka i musi się starać, a za minutę twierdziła, że jest odwrotnie i uważała iż musi pokazać klasę i zachęcić chłopaka do działania. W najlepszym przypadku stwierdziła, że to nie jest randka tylko spotkanie z powodu zniszczenia dobrego ciastka. Ja jedynie oglądam powtórki ze wszystkich dziedzin sportu i czujnie obserwuje poczynania dziewczyny. Co jakiś czas mierze ją wzrokiem, gdy przechodzi obok telewizora. Jedynym plusem tej sytuacji jest jej strój, którego nie zmieniła od paru ładnych godzin, a mianowicie chodzi mi o jego brak. Żartuje. Chodzi po domu w seksownej bieliźnie, a ja jako chłopak, który preferuje w dziewczynach pochłaniam wzrokiem jej umięśniony tyłek. W końcu jestem jej pseudo chłopakiem i powinienem mieć jej dupę na wyłączność.-Logs żyjesz?-ah, zapomniałem. Teraz Niks wychyla głowę zza drzwi, a jej długie włosy wiszą jakby miały zaraz wpaść w nicość.
-Żyje.-powiedziałem oblizując usta. Czemu jej tyłek tak na mnie działa? Nie myślcie, że zmieniłem orientację po zobaczeniu dupy Niks. Co to, to nie. Oglądając go od momentu przebudzenia można się do niego nieźle przyzwyczaić, a milion dirty thinks przeszło przez mój umysł.
-Pytałam czerwona czy granatowa.
-Jeśli długa to granatowa, a krótka to weź wyliczankę.
Niki's POV 
Nakładałam ostatnie warstwy tuszu i byłam gotowa do wyjścia. Posłuchałam się mojego gejozy i włożyłam granatową sukienkę. Według Leeroy'a wyglądałabym perf-ect.
 -Wychodzisz już?-Nagle w drzwiach ukazał się Logan. Jego postura, oczy i koszulka z napisem "Mam zły dzień i nie chce rozmawiać" mówiła, że nie jest okay. Możliwe, że to złudzenie, ale wydaje mi się, że jest smutny. Chyba, że naprawdę nie potrafię odczytywać mimiki jego twarzy. Jestem naprawdę okropna. Po tylu latach znajomości nadal nie potrafię rozpoznać kiedy jest smutny i zawsze wkłada te idiotyczne koszulki. Chociaż zawsze istnieje możliwość, że wewnętrznie promieniuje szczęściem i zaraz będzie robił gwiazdę, aby pokazać jak bardzo się cieszy i będzie zarażać swoim entuzjazmem.-W ogóle czemu założyłaś długą sukienkę skoro miało to być tylko wyjście na ciastko.
-Okazało się, że kolega nie może iść, więc zaprosił mnie na bal rodzinny. Logan co się dzieje?- próbowałam złapać jego podbródek, ale niestety odsunął się. Chwila. On się nigdy nie odsuwa. Chyba, że jest zazdrosny.-OMG. LOGAN! TY JESTEŚ ZAZDROSNY! I TO JESZCZE NIE O MNIE!
-Nie jestem. W ogóle co to za pomysł, aby zabierać cię na bal rodzinny? Przecież ty żresz ciastka jak zwierze!
-Jestem małpą czego ty ode mnie wymagasz. Jejku Logan wiesz, że nie pocałuje go ani nic, bo jesteśmy w pseudo związku, a to oznacza, że należę do ciebie, a Simon nie wygląda na chłopaka, który chciałby zadzierać ze sportowcami. Logan wiesz dobrze, że nie chce abyś cierpiał, a twoja koszulka podpowiada mi, że w środku rozpadasz się na kawałki.-objęłam jego twarz dłońmi.-Logan ty i ja zawsze razem. To się nigdy nie zmieni. Nie chce go podrywać, bo to twoja działka. Ja jestem tutaj tylko po to by cię wspierać, a kto wie może dzięki mnie go poznasz i będziecie później szczęśliwi. Bez dzieci, ale szczęśliwi.
-Z dziećmi.-poprawił mnie i uśmiechnął się tak uroczo, że moje serce chyba topiło się w środku.
-Chyba po moim trupie. Nie pozwolę, aby twoje dzieci cierpiały z powodu dwóch tatusiów. Może zabawisz się w trójkąt i dodasz sobie kolejnego tatusia dla kolejnego dziecka.
-Dziękuje Niks.-po tych słowach delikatnie pocałował mnie w czoło i powiedział-teraz spieprzaj. Spóźnisz się, a Simon nie może czekać na taką przebojową dziewczynę.
-Trzymaj kciuki.
-Za ciebie zawsze.
~*~*~
Podążałam dość szybkim krokiem w stronę parku. Nic dziwnego, że podczas jednych z urodzin dostałam od Logana zegarek bez cyfr z napisem "whatever i'm late anyway". Zawsze się spóźniam. Wyjdę trzydzieści minut przed czasem, droga zajmuje dziesięć, ale i tak się spóźniam. Jakim cudem? Naukowcy do tej pory są bezradni. Raz nawet na własną imprezę urodzinową się spóźniłam. Miałam wrócić do domu o szesnastej, ale uciekł mi pociąg i musiałam czekać dwie godziny na następny. Więc wróciłam do domu, gdzieś około dwudziestej drugiej. Zastałam moich rodziców i gości jak grali w monopoly. Jak mi było głupio. Resztkami sił doczołgałam się do parku. Czas poćwiczyć nad kondycją hej! Lekko dysząc zaczęłam przemierzać wzrokiem przez tłumy ludzi, którzy dzisiaj wręcz bombardowali park. Pod jednym z drzew stał Simon. Kochany blondasek. Zajęty przez gejoze. Szkoda. Marnuje się. Simon również ubrał się w odświętny strój. Tylko, że on mógłby udać się wszędzie w tym garniturze, nawet do kościoła, a ja w szykownej sukience na jakiś bal, ślub czy..nieważne. Swoje blond włosy zostawił w artystycznym nieładzie. Jego niebieskie oczy szybko odnalazły mnie w tłumie. Obczaił mnie wzrokiem, a ja postanowiłam powtórzyć tę czynność. No wiecie, że niby dopiero go zauważyłam. Nie powiem, że wygląda źle, bo nie chce iść do piekła. Niestety wygląda lepiej niż dobrze. Mam ochotę zdjąć tę sukienkę i z miną przegranej udać się do mieszkania, gdzie zdam całą relacje Parksowi. Po analizie mojego wyglądu uśmiechnął się szeroko do mnie i zaczął podążać w moim kierunku. Nie wiem czy ten uśmiech to wewnętrzny śmiech z mojej kreacji czy naprawdę wyglądam super. Chociaż Leeroy powiedział, że wyglądam perf-ect. Tak, przed wyjściem oglądałam teledysk do best song ever. 
-Witaj Simonie.-zachowam grację. Przecież ja nie mam gracji. Pochodzę od małpy, więc czego ja chce.
-Cześć. Ładnie wyglądasz.
-O tobie również nie da się powiedzieć niczego złego.
-Wiem, że oczekiwałaś tylko ciastko ode mnie, a nie zabranie na jakiś nudny bal. Obiecuje, że wynagrodzę ci to.
-Nie musisz i tak bym siedziała, oglądała jakieś durne filmy z Loganem i opychała się pizzą jak nienormalna i dopiero zdałam sobie sprawę jak to brzmi.
-Brzmi genialnie. Ja nigdy nie siedziałem ze znajomymi w durnych ciuchach i jadłem pizze jak małpa.
-Serio? To musisz kiedyś do mnie wpaść! Obowiązkowo! Nie przyjmuje odmowy. Człowieku ty nie wiesz co to dobre życie. Obowiązkowo idziesz do lumpu, kupujesz dobre dresy i koszulkę i wpadasz do nas. 
-Z wielką chęcią.
-Nie wiem czy mogę zapytać, ale dlaczego nigdy nie szalałeś ze znajomymi przy głupich filmach?
-Otóż moi "znajomi". Zauważmy cudzysłów przy nich są jakby to ująć. Zbyt dumni, aby to zrobić.-poczułam się pokrzywdzona. Zbyt dumni? To kim ja jestem dla nich? Wieśniakiem?-Hej, spokojnie. Nie chciałabyś ich poznać. Są strasznie narcystyczni i zależy im tylko na względach rodzin, aby w przyszłości ich firmy dobrze działały. Trzymam się z nimi ze względu na ojca, ale nigdy nie traktowałem ich poważnie.
-To może czemu zaprosiłeś mnie na bal? Wątpię, aby znalezienie dla ciebie pary było czymś niewyobrażalnie trudnym. Nie lepiej było wziąć kogoś kto umie się zachowywać?
-Nie. Nie chce już słuchać o nowych butach od armaniego, torebek od chanel i innych pierdół. Chciałem zabrać kogoś normalnego, a patrząc na ciebie wyglądasz na normalną dziewczynę, która dobrze się bawi żyjąc. Chciałbym tak kiedyś spróbować. Zabrzmi to głupio, ale oceniłem cię po tym jak strąciłem ci ciastko.
-Masz rację. Głupio to brzmi. Nie wiem co powiedzieć, bo pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. Ale widać, że brakuje ci chęci życia. Sorry not sorry, ale mnie nie oszukasz. Jestem jak mnie nazwałeś "ciesząca się z życia" i teraz swoją wiedzę przekaże tobie, a ty potomnym, a oni dalej i no. Obiecuje na mały paluszek. Wchodzisz w to?